A teraz jesteś tu:
Start > asl > Bałkany motocyklem 2016 – cz. 1 Chorwacja

Bałkany motocyklem 2016 – cz. 1 Chorwacja

Przyszła zima a my wracamy do lata i naszej podróży przez Bałkany motocyklem. Od naszego przyjazdu pojawiło się kilka wpisów o przygotowaniach i pakowaniu. Teraz w końcu przyszedł czas na relacje z wyjazdu. Mamy Wam tyle do opowiedzenia, że nie zmieściło się nam to w jednym wpisie, więc niedługo pojawią się kolejne części.

Plan i założenia naszej podróży znacie z TEGO wpisu. Najważniejsze punkty i atrakcje pozostały niezmienione, ponieważ wszystkie noclegi zarezerwowaliśmy wcześniej. Wyprawa zajęła nam 16 dni, w tym czasie przejechaliśmy 4,5 tys kilometrów, odwiedziliśmy 10 państw i aż 12 razy przekraczaliśmy granice.

W naszą bałkańską wyprawę wyruszyliśmy w piątek po pracy. Dzień wcześniej udało nam się spakować wszystkie potrzebne rzeczy na motocykl. Nocleg zaplanowaliśmy w Czechach. Zależało nam żeby zrobić choć trochę kilometrów, by kolejny dzień przeznaczony tylko na tranzyt prosto do Chorwacji nie był aż taką męczarnią.

PLITWICKIE JEZIORA 

Pierwszą atrakcją były Plitwickie Jeziora w Chorwacji. Transfer zajął nam cały dzień mimo, że jechaliśmy tylko autostradami – 700km samo się nie zrobi. Mieliśmy w planie zrezygnować z wykupywania winiety w Słowenii (do przejechania odcinek około 50km), niestety przegapiliśmy ostatni zjazd z autostrady przed granicą, więc nie mieliśmy wyjścia. Plusem jest to, że dzięki temu zaoszczędziliśmy dodatkową godzinę.

Nocleg mieliśmy w miejscowości Grabovac kilka kilometrów od Parku Narodowego Plitwickich Jezior. Rano pogoda przywitała nas ciemnymi chmurami na niebie i deszczem. Odczekaliśmy 2 godziny i trochę się przejaśniło. Sam Park był jedną z najpiękniejszych atrakcji na całej naszej trasie. Spacer drewnianymi kładkami, pośród jezior i wodospadów na długo zostanie w naszej pamięci. Zdecydowanie warto tu przyjechać. Początkowo planowaliśmy przejść jego najdłuższą trasę zajmującą 4-5h, jednak nieustępująca mżawka i chłód skłoniły nas do wcześniejszego wyjścia. Jednak liczymy, że uda nam się jeszcze tu przyjechać i zobaczyć to piękne miejsce skąpane w słońcu a nie deszczu.

 

 

 

WYSPA KRK

Po wyjściu z Parku ruszyliśmy w stronę morza, tym razem mieliśmy spać na zielonej wyspie Krk. Na wyspę można dostać się tak jak my czyli przez płatny most lub promem z lądu. O ile za wjazd trzeba zapłacić o tylko wyjazd przez most nie wiąże się za żadnym dodatkowym kosztem. Dlatego częstym rozwiązaniem jest przypływanie na wyspę promem i korzystanie z bezpłatnego mostu na wyjeździe.

Naszym założeniem spania na wyspie był rejs promem na wyspę Rab (miejscowość Lopar) a dalej kolejnym promem na ląd do miejscowości  Stinica. TUTAJ macie link do możliwych promów w tym regionie wraz z aktualnymi cenami. Żeby rejs był przyjemnością a nie smażalnią wybraliśmy pierwszy z możliwych o 7:45. Niestety, pierwsze dni urlopu nie sprzyjają wczesnemu wstawaniu. I po dojechaniu do portu okazało się że poranne „jeszcze 5 min i wstajemy” spowodowało, że mogliśmy tylko pomachać odpływającemu promowi. Kolejny za 3h.

 

 

 

Postanowiliśmy nie marnować czasu i ruszyliśmy na most i wzdłuż brzegu morza. Tego dnia byliśmy umówieni z Moniką i Tomkiem, którzy na motocyklu zwiedzali Europę już od kilku miesięcy a potrzebowali z Polski kilku drobiazgów. Wymiana doświadczeń i opowieści wydawały się nie mieć końca. Postanowiliśmy że spotkamy się już w Polsce i na spokojnie opowiemy nasze historie.

Żeby nadrobić planowany rejs promem po spotkaniu zorganizowaliśmy sobie alternatywy prom, tym razem na wyspę Pag. Zamiast kilkugodzinnej żeglugi po morzu zadowoliliśmy się 15 min przerzutem. Wyspa Pag ma specyficzny księżycowy krajobraz szczególnie przy porcie. Po 50 km dojechaliśmy do mostu łączącego wyspę z lądem. Stamtąd już bez marudzenia skierowaliśmy się w kierunku kolejnego noclegu.

 

 

 

PARK NARODOWY KRKA – SKRADLIN

Rezerwując noclegi nastawialiśmy się na miejscowość Szybernik. Niestety nie udało się nam znaleźć żadnej ciekawej oferty, dlatego nasz wybór padł na małą okoliczną miejscowość Skradlin.  Okazało się że jest to jedno z najstarszych miast Chorwacji. Można tu znaleźć ruiny średniowiecznej twierdzy, niezatłoczoną plażę na brzegu rzeki oraz imponującą marinę z luksusowymi jachtami. Stąd odpływa również darmowy statek do Parku Narodowego Krka, który również znalazł się na naszej liście Must see. Dla osób które przyjeżdżają do Skradlin autobusami, ostrzegamy że jeżdżą nieregularnie albo nie przyjeżdżają wcale, jest za to sporo miejsc parkingowych.

 

 

 

Park Narodowy Krka znany jest z przepięknych wodospadów na rzece o tej właśnie nazwie. Jak wcześniej wspominaliśmy Skradlin można uznać za świetną bazę wypadową do Parku. Jest tu punkt informacji turystycznej gdzie można wcześniej kupić bilety do parku oraz co 30 min odpływa stąd w 20 min rejs po rzece Krk statek do wejścia na teren parku. Oczywiście jeśli nie kupicie tu biletów, przy wejściu do parku również znajdują się kasy. Strona internetowa parku z cenami biletów, mapkami i innymi niezbędnymi rzeczami znajdziecie TUTAJ.

Sam Park Narodowy Krka, zajmuje powierzchnię ponad 100 km2 i bogaty jest w różnorodne gatunki roślin, ryb, ptaków i innych żywych stworzeń.  Jednak najbardziej jest znany z pięknych wodospadów na rzece Krka, które można podziwiać z przygotowanych tarasów widokowych na różnych wysokościach. Jedną z największych atrakcji parku jest możliwość kąpieli w zimnym nurcie rzeki, oczywiście w odpowiednio wydzielonym miejscu z pięknym widokiem na wodospady. Należy bardzo uważać na skały i kamieniste dno oraz mocny nurt, który porwał Kasie dwa razy. Odwiedzając park warto przygotować się również na piknik ponieważ kilkugodzinne zwiedzanie i kąpiele wymagają sporo energii a ceny na terenie parku do niskich nie należą. Po przejściu całej tasy wracamy do punktu początkowego skąd znowu zabierani jesteśmy stateczkiem.

 

 

 

SVETI JURE

Kolejnym naszym celem był Mostar w Bośni i Hercegowinie. Jednak po drodze jest atrakcja koło której nie można przejechać obojętnie. W okolicach popularnej wśród polaków Makarskiej, znajduje się drugi co do wysokości szczyt Chorwacji – Sveti Jure, który ma 1762m. Szczyt ten znajduje się w masywie Bikovo, a pokonując odcinek 23 km wznosimy się o prawie 1400 m.

Po dojechaniu do początku trasy wjazdowej na szczyt przywitał nas strażnik pobierający opłaty za wjazd (50 kun/os, TUTAJ macie aktualny cennik) oraz ostrzegający o niebezpieczeństwach na trasie. Początkowo trasa wydawała się być nudną parkową ścieżką, ale szybko przekształca się w wąską stromą ścieżkę na szerokość jednego samochodu. Jadąc z jednej strony mamy skalną ścianę z drugiej wysokie na kilkadziesiąt metrów urwisko i tak praktycznie na sam szczyt. Po drodze są liczne zatoczki do wymijania jednak w sezonie przy tak dużej ilości odwiedzających park i tak tworzą się zatory. Dodatkowym utrudnieniem są setki ostrych zakrętów za którymi nic nie widać oraz kiepska nawierzchnia „asfaltowa”. Podczas wjazdu i zjazdu od kierowców wymagana jest szczególna uwaga i ostrożność. Przed zakrętami dobrze jest trąbić by uprzedzać ewentualnych kierowców jadących z naprzeciwka.

 

 

 

Po godzinnej wspinaczce docieramy na szczyt, na którym poza świeżym górskim powietrzem można wyczuć woń spalonych sprzęgieł pojazdów mniej umiejętnych kierowców. Znajduje się tutaj parking na kilkanaście pojazdów, dla motocykla dużo łatwiej znaleźć jakiś kąt. Na szczycie poza zniewalającymi widokami czeka na nas krótki spacer dookoła masztu radiowego, gdzie w połowie drogi znajduje się malutka kapliczka, do środka można zajrzeć przez malutkie okienko (nie ma w środku nic ciekawego). Po spacerze, chwili odpoczynku oraz zrobieniu zdjęć zebraliśmy do drogi powrotnej, zjazd w dół to kolejna godzina morderczych zakrętów i wymijania się na milimetry z innymi. jednak widoki rekompensują wszystkie trudności wjazdu i zjazdu. Zresztą wjazd na Sveti Jure możecie to zobaczyć na naszym filmiku  poniżej.

Stąd ruszyliśmy już do Mostaru ale o tym następnym razem.

 

Polub lub udostępnij na:
  • Aaaa ale super! Kocham motocykle i już miałam napisać, że w Chorwacji dopiero co byłam, ale…wiem jednoczesnie, że już sama wyprawa motorem to frajda 🙂 Na razie nie wybieraliśmy się z mężem nigdzie dalej, bo i chyba motocykle trzeba mieć do tego odpowiednie, najlepiej turystyczne, chociaż…… w tym roku facet z mojej mieściny na Komarze dotarł do Maroka :):)
    Pozdrawiam pasjonatów 2 kółek!!

  • Maciek | JakNegocjowac.pl

    Moje ulubione trasy to takie, gdzie z jednej strony mam góry, z drugiej wodę 🙂 Chorwacki Dubrovnik był celem mojej pierwszej podróży motocyklowej.
    Już mi się tęskni do takich wypraw.
    LwG

Top

Polub nas na: